Filtracja do małego akwarium - wersja ekonomiczna

Jaki filtr do kotnika? Jaki filtr do akwarium 25l?– widząc jak często takie pytania pojawiają się na forach akwarystycznych, wychodzi na to, że wbrew pozorom nie jest łatwo dobrać odpowiednią filtrację do tak małego zbiorniczka. Wydawałoby się przecież, że każdy mały filtr powinien zdać egzamin – więc skąd te problemy? Nie mam pojęcia :) Ale spróbuję na własnym przykładzie pokazać, czym powinno się kierować przy dobieraniu filtracji właśnie do takiego małego akwarium. Trochę się w tym celu rozpisze, może trochę zbyt drobiazgowo i czasem będę rozwodził się o błahostkach, ale myślę, że początkującym akwarystom będzie dzięki temu łatwiej spróbować samodzielnie dobrać filtrację do swoich akwariów.

Oczywiście, przy doborze filtracji nigdy nie bierze się pod uwagę jedynie wielkości zbiornika, ale także jego obsadę, charakter (roślinny czy też nie) i tym podobne, ja jednak w tym artykule pozwolę sobie założyć, że akwarium 25 l nadaje się w większości przypadków jedynie na kotnik (są wyjątki) i właśnie pod takim kątem będzie skierowana moja propozycja.

Sprawa jest o tyle bardziej złożona, niż np. w akwariach dużych, że w małym zbiorniku musimy wziąć pod uwagę kilka dodatkowych aspektów jakimi są – wielkość filtra, gdyż tutaj szkoda będzie każdego centymetra zmarnowanego przez obudowę filtra, a zabranego rybkom. Jeśli akwarium ma spełniać dodatkowo funkcję dekoracyjną – a przynajmniej ma nie szpecić pomieszczenia, w którym będzie stał (akurat mój kotnik miał stać w salonie), to ilość plastiku w nim ma ogromne znaczenie.

Ważna jest też wydajność. Narybek karmi się często, więc stosunkowo dużo brudu będzie się produkowało. Filtracja musi spełniać dwie funkcje – mechaniczną, by wyłapywać ewentualny niezjedzony pokarm i odchody, a także biologiczną – musi zapewniać stabilny, niezachwiany cykl azotowy. Łatwo to rozwiązać montując w akwarium dwa filtry – mechaniczny i biologiczny, jednak ja chciałem ograniczyć ilość sprzętu do minimum i połączyć te dwie funkcje za jednym zamachem.

Aby filtr był zarazem dobrym „mechanikiem” i „biologiem”, musi dobrze „mielić” wodę, wyłapywać wszystkie mechaniczne (widoczne gołym okiem) zanieczyszczenia i mieć odpowiednio duże złoże biologiczne, które nie będzie się szybko zamulało zmniejszając wydajność filtra. Jak widać trochę tych wymagań jest, dodatkowo ciężko spełnić je wszystkie równocześnie.

Ostatni mój warunek, który także przemawiał za użyciem jednego filtra a nie dwóch, to wydatek maksymalnie 50 zł.

Po podsumowaniu wszystkich wymagań, odrzuciłem filtry kubełkowe i kaskadowe. Mimo, że te drugie można dostać dosyć tanio, to moim zdaniem i kubełek i kaskada sprawdzają się jedynie jako filtry biologiczne. Jeżeli chodzi o cyrkulację wody, są dosyć ograniczone, a jeśli dołoży się prefiltr na rurę ssącą, to przepływ bardzo szybko maleje , więc jeśli bym zastosował np. kaskadę, musiałbym dołożyć mały mechaniczny.

Rynek oferuje dosyć dużo małych filtrów wewnętrznych, lecz moim zdaniem tylko niewiele z nich godna jest uwagi.

Filtry wewnętrzne proponowane przez większość producentów do tak małych litraży mają zwykle wydajność rzędu 150-200 litrów na godzinę i bardzo ograniczone złoże filtracyjne (zwykle malutka gąbeczka o wielkich porach) – moim zdaniem filtry te sprawdzą się jedynie do napowietrzania i cyrkulacji wody. Rozglądałem się więc za jednostkami nieco silniejszymi, zwykle polecanymi do akwariów ok. 50 – 100 litrowych i przepływie ok. 300-400 l/h.

Chyba wszystkie tego typu filtry zachodnich producentów cenowo wykraczają poza postawioną przeze mnie barierę 50 zł. Z kolei chińskim odpowiednikom nie bardzo ufam.
W tym przypadku to nasze polskie marki przyszły z ratunkiem. W sumie ucieszyło mnie to, że mamy całkiem bogaty krajowy asortyment, który spełnił wszystkie moje chyba dosyć wysokie wymagania.

Na tym etapie obrałem dwa typu – filtr Aquael Turbo 350 i Aqua Szut Turbo (N) 550. Z początku filtry przekonały mnie tym, że oferowały kilku etapową filtrację – wstępną przez gąbkę/włókninę, a następnie przez dowolne wypełnienie małych kubełków – czy to biologiczną, czy chemiczną (wedle potrzeby). Rozwiązanie jest bardzo ciekawe jednak wydawało mi się nieco zbyt złożone jak na tak małe akwarium. Pewnie sprawdziłoby się, jednak do kotnika chciałem czegoś prostszego.

Długo nie musiałem szukać – te same filtry to dostępne są w formie pomp cyrkulacyjnych. Oznacza to tyle, że można kupić same pompy bez pojemników na wkłady. Jednak poprzez specjalne nakładki dostępne w komplecie, można doczepić do nich np. gąbkę i na powrót spełniają funkcję filtrów.

No właśnie, gąbka – przyszło mi na myśl, że przecież dawniej tylko ich używało się do filtracji i jakoś zdawały egzamin. Pomyślałem sobie, że jakby dobrać stosunkowo dużej wielkości gąbkę i jeśli miałaby ona drobne pory, to świetnie spełniałaby filtrację biologiczną, a przy dosyć silnej pompie cyrkulacyjnej taki zestaw mógłby chodzić dosyć długo bez płukania. A to dlatego, że „goła” gąbka zamula się wolniej niż wloty tych filtrów, które mają swoje gąbki ukryte w obudowach (w tym przypadku wystarczy by zapchała się gąbka na samym wlocie obudowy i już przepływ znacząco spada). Za to taka odsłonięta gąbka może filtrować tak długo, aż cała jej powierzchnia się nie zapcha, a to nie powinno stać się szybko. Z kolei jeśli to się w końcu stanie, to niezbyt dokładne płukanie (oczywiście w wodzie odlanej z akwarium) powinno załatwić sprawę. Niezbyt dokładne – by nie wypłukać zbyt wiele bakterii nitryfikacyjnych (czyli tzw. biologii). Postanowiłem spróbować.

Teraz tylko wybór jednej z dwóch pomp cyrkulacyjnych. Wybrałem Aquael Circulator 350. Co przemawiało za nim? Nie cena, bo był zaledwie parę złotych tańszy, nie pobór prądu, bo były niemal identyczne. Chodzi o to, że wyrób Aqua Szuta T-HEAD 550 ma aż 550 l/h wydajności i bałem się, że mimo dużej i gęstej gąbki, to i tak w małym akwarium zrobi się za duży kocioł. Gdyby akwarium miało z 50 litrów, prawdopodobnie wybór były odwrotny.

Po kilku miesiącach użytkowanie mogę chyba śmiało stwierdzić, że zrobiłem dobrze, bo obecny cyrkulator z prostokątną gąbką średniej wielkości spisuje się doskonale. Jak na razie ;)

4 komentarze:

  1. a dlaczego nie brałeś pod uwagę filtra kaskadowego ? można zamontować go z tyłu, więc i nie widać go, a w środku miejsca też nie zajmuje ani nie szpeci(szczególnie jak ktoś "na bogato" użyje szklanej rurki)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kaskady dobrej jakości są drogie. Można kupić tanią chińszczyznę, ale ja raczej nie doradzam takich produktów. Mam kaskadę Aquaela - FZN2 i swoją wydajnością mnie nie zachwyca i co więcej, szybko ona spada, a w kotniku duża wydajność jest ważna. Kaskada dobrze sprawdzi się w małym akwarium, ale np. typu krewetkarium, gdzie obciążenie biologiczne nie jest zbyt duże.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aquatic Nature Flow 60, kosztuje 38zl, nadaje sie do max. 20litrowego akwarium. Jest to bardzo mala kaskada.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,
    Osobiście uważam, że do tak małych zbiorników można stosować filtry napędzane brzęczykiem (pompką napowietrzającą) w nieco większym można nawet zrobić filtr hamburski.
    W kotnikach tak czy inaczej trzeba dbać o wodę i często ja podmieniać więc o biologię nie ma się co bać. Zresztą gęsta gąbka pełni zarówno rolę mechanika jak i biologa.
    Dodatkowo zaletą takich filtrów jest bardzo dobre natlenianie wody, przy okazji filtrowania.

    Pozdrawiam i zapraszam również na mojego bloga
    http://mojeszkielko.com.pl/

    OdpowiedzUsuń